Recenzja Honor 7 – prawdziwy flagowiec?

Po testach modelu Honor 4X przyszedł czas, na model z najwyższej półki. Najnowszy flagowy smartfon, czyli Honor z numerem 7 w nazwie, zastępuje zaprezentowaną rok temu szóstkę. Czy będzie godnym następcą? Myślę, że moja recenzja Honor 7 odpowie na te pytania.

Rozpakowuję Honor 7

W kopercie od kuriera znajdowało się niewielkich rozmiarów pudełko, w podobnym kolorze do tego, w którym dotarł do mnie Honor 4X, czyli w jasnoniebieskim. Na górze posiada wytłoczone, duże 7, co jasno daje do zrozumienia jaki model znajduje się pod pokrywą.

Honor 7

Po jej zdjęciu pierwszy w oczy rzuca się oczywiście sam smartfon, położony na specjalnej tacce. Bardzo mi się spodobało to, że w pudełku wszystko ma swoje miejsce, oraz to, że nic nie jest tak po prostu wrzucone do środka. Wewnątrz mamy trzy małe kartoniki: jeden podłużny, zawierający instrukcję oraz kluczyk do tacki na karty SIM oraz micro SD, oraz dwa mniejsze, w jednym jest wtyczka ładowarki, a w drugim kabel USB. Elegancko zapakowane, dobrze oznaczone, oby tylko największą zaletą modelu Honor 7 nie było pudełko 😉

Honor 7

Honor 7 z zewnątrz

Wizualnie, siódemka robi niesamowitą robotę. Kto by pomyślał jeszcze kilka lat temu, że Chińczycy porzucą wszechobecny plastik i zaczną produkować smartfony, które nie dość, że są atrakcyjne cenowo, to wykonaniem nie odbiegają od największych rynkowych gigantów.

Tak też jest właśnie w przypadku testowanego Honor 7. Jedną z niedoskonałości poprzednika była właśnie obudowa z tworzywa, gdy już rok temu triumfowały konstrukcje metalowe, dlatego teraz postanowiono to poprawić.

Recenzja Honor 7

Patrząc na Honor 7 od frontu, widać przede wszystkim duży, bo 5,2-calowy wyświetlacz, który otoczony jest dość sporymi jak na obecne standardy ramkami. O ile boczne jeszcze mieszczą się w „normie”, to góra, a już szczególnie dół, bardzo rzuca się w oczy. Dodatkowo potęgowane jest to tym, że Honor 7 nie ma fizycznych przycisków. Myślę, że gdyby znalazły się na obudowie, w wolnym miejscu na dole, nie byłoby aż takiego wrażenia niewykorzystanej przestrzeni.

Górna krawędź standardowo uzbrojona została w czujnik światła, obiektyw kamery, głośnik oraz przednią diodę LED.

Recenzja Honor 7

Przedni panel otoczony jest plastikową ramką, która łączy się po bokach z resztą metalowej obudowy.

A skoro już przy bokach smartfona jesteśmy… 😉 Tutaj zaczyna się metalowa obudowa, czyli element, który sprawia, że Honor 7 naprawdę świetnie wygląda. Krawędzie zostały ścięte na brzegach, oraz dodatkowo wypolerowane, dzięki czemu smartfon ładnie się błyszczy w świetle. Płaska część krawędzi, a także reszta obudowy, jest w kolorze Mystery Grey, czyli po prostu w matowym szarym.

Recenzja Honor 7

Na lewej stronie umieszczony został klawisz funkcyjny, o którym nieco więcej napiszę w dalszej części recenzji, oraz tacka na karty. U góry znajdziemy port podczerwieni, gniazdo słuchawkowe i mikrofon. Po prawej mamy przyciski regulacji głośności oraz włącznik. Na dole z kolei port micro USB i maskownice głośnika.

Recenzja Honor 7

Przy okazji klawiszy widać, że producent skupił się także na detalach, bowiem każdy klawisz również posiada ścięte i wypolerowane krawędzie, oraz także jest metalowy. Korzystając z urządzenia bardzo dobrze wyczuwa się każdy z klawiszy i w przypadku Honor 7 niemal od razu nauczyłem się, gdzie jest każdy z nich.

Co może się nie podobać, to to, że jedna z maskownic jest atrapą, dodaną chyba tylko po to, żeby zachować symetrię dolnej krawędzi.

Recenzja Honor 7

Na pleckach urządzenia nie zabrakło obiektywu aparatu, który wystaje poza obrys całości (to już chyba jakaś moda). Oczywiście posiada ozdobną, polerowaną ramkę. Obok aparatu jest podwójna dioda doświetlająca, a pod nim czytnik linii papilarnych. Poza błyszczącym logo honor nic więcej na pleckach nie ma.

Recenzja Honor 7

Trzeba przyznać, że użycie metalowej obudowy odbiło się na wadze smartfona. Honor 7 waży 157 gramów, co jest wynikiem większym, niż jego rywale. Ale szczerze mówiąc, wcale to nie przeszkadza w normalnym użytkowaniu. Potraktowałbym to nawet jako zaletę, bo przynajmniej pewnie leży w dłoni i nie ma się wrażenia, jakby zaraz miał wypaść.

Wyświetlacz

Po dwóch tygodniach testów Honor 7 mogę śmiało zacząć ten akapit jednym, krótkim podsumowaniem: Ekran w Honor 7 jest najlepszym IPS-em jaki testowałem. Koniec kropka.

5,2-cala oraz rozdzielczośc FullHD to bardzo dobre połączenie. Wysoka gęstość pikseli (424ppi) zapewnia ostry obraz, a przy tym włączony ekran nie drenuje baterii zbyt wysoką rozdzielczością.

Wyświelacz Honor 7 posiada matrycę IPS TFT, co zapewnia niesamowite odwzorowanie kolorów, a przy tym jest praktycznie niewrażliwy na jakiekolwiek ruchy telefonem przed oczami. Naprawdę, zakres kątów widzenia w tym przypadku jest po prostu rewelacyjny!

Widoczność w słońcu również bez zarzutów, miałbym tylko trochę zastrzeżeń co do automatycznej regulacji podświetlenia, która według mnie cały czas utrzymywała nieco słabsze podświetlenie niż bym sobie tego życzył, co często kończyło się ręczną zmianą jasności.

Chińska myśl techniczna, czyli EMUI 3.1 i Kirin 935

Jak na model z najwyższej półki przystało, tegoroczna edycja najmocniejszego Honora uzbrojona została w wysokiej klasy podzespoły. Ośmiordzeniowy HiSilicon Kirin 935, czyli rodzima konstrukcja Huawei taktowana zegarem 2,2 GHz, do tego GPU Mali-T628 MP4 oraz 3 GB pamięci RAM.

Zapowiadało się dobrze, ale troszeczkę się rozczarowałem. Osiem rdzeni wydaje się po prostu sztuką dla sztuki, bowiem telefon miewa momenty słabości, czasem zdarzy mu się dłużej zastanowić nad konkretną czynnością. Nie występuje jednak to na tyle często, żeby bardzo przeszkadzało. Jednak flagowcowi nie przystoi 😉

Honor 7 pracuje pod kontrolą Androida 5.0 z bardzo fajną nakładką EMUI w wersji 3.1, która od pierwszego kontaktu przypomina, że mamy w rękach smartfon z Chin. Brak klasycznego menu, aplikacje więc chowamy na kolejnych ekranach pulpitu i w folderach. Do tego różnorodne motywy i po prostu charakterystyczny wygląd.

Dla mnie EMUI jest zarówno ładnym jak i intuicyjnym interfejsem.

Wspomniałem przy okazji opisywania wyglądu jeden mały przycisk, który początkowo wydał mi się spustem migawki aparatu, a tymczasem ma on nieco inne funkcje. W liczbie mnogiej, bowiem możemy przypisać do niego trzy opcje, zależne od tego jak użyjemy przycisku. Do wyboru są: wciśnięcie pojedyncze, podwójne wciśnięcie i przytrzymanie. A jako migawka aparatu i tak wykorzystywany jest klawisz głośności.

Recenzja Honor 7

Czytnik linii papilarnych

Samo odblokowywanie smartfona za pomocą linii papilarnych nie jest dla mnie nowością, bowiem miałem już styczność z tym przy okazji testów Galaxy S5 i Galaxy Note, jednak nowe dla mnie jest położenie samego czytnika. Zamiast z przodu, w przycisku home, tutaj mamy go na tylnej części, co według mnie jest wygodniejsze. Zaraz po wzięciu telefonu w dłoń palec automatyczne wędruje w kierunku czytnika i nie trzeba się tak gimnastykować.

Dużym plusem jest również to, że nasze linie zostaną poprawnie odczytane niezależnie od tego pod jakim kątem ułożymy palec. Czytnik linii papilarnych w Honor 7 działa w zakresie 360 stopni.

Przez większość czasu działa to wszystko tak, jak deklaruje producent, czyli jest naprawdę szybko. Zdarzy się jednak, że jak by nie próbować, to i tak skończy się na wpisaniu kodu pin i bardziej klasycznej metodzie odblokowania. Mimo wszystko, podoba mi się to rozwiązanie.

Rozmowy, łączność, GPS

Jedną z cech Honor 7, która odróżnia go od innych flagowców, a zarazem przypomina skąd ten model pochodzi, jest obsługa dwóch kart nano SIM. W tym wypadku zależne jest to jednak od tego, czy zdecydujemy się na kartę micro SD czy nie, bo slot na obydwie karty jest jeden.

Klasyczne dzwonienie przebiega bez problemów, obydwie strony słyszą się dobrze, nie występują zakłócenia czy też inne niedogodności.

Do pisania wiadomości w systemie od razu zainstalowana jest klawiatura Swype, z której osobiście lubię korzystać i także w tym przypadku działała w porządku.

Telefon szybko łapie fixa dla GPS. W mieszkaniu na piątym piętrze zajmuje mu to kilkanaście sekund, natomiast na zewnątrz odbywa się to niemal błyskawicznie.

Poza tym, mamy Bluetooth i port podczerwieni, za pomocą którego możemy sterować urządzeniami w domu. Co ciekawe, nie znalazłem nic, co wskazywałoby na to, że w Honor 7 jest NFC.

Gry z Honor 7

Podczas grania w dowolny z tytułów dostępnych na Androida za każdym razem plecki Honora 7 stają się ciepłe. Im dłużej gramy i im bardziej wymagająca gra, tym urządzenie mocniej się nagrzewa. Na szczęście temperatury nie są na tyle ekstremalne, żeby parzyć w dłonie.

Sama rozgrywka w większości tytułów jest płynna, dynamiczna. W przypadku UFC widać spadki klatek na sekundę, ale w Real Racing 3 już tego nie ma. 5,2-calowy ekran świetnie się spisuje podczas grania, dotyk oraz czujniki reagują bardzo dobrze, także jako narzędzie do zabijania czasu (oraz przeciwników 😉 ) Honor 7 sprawdza się tak, jak należy.

Aparat

Siódemka wyposażona została w aparat z matrycą o rozdzielczości 20-megapikseli, jednak domyślnie zdjęcia robione są w rozdzielczości 10mpix. Powodem tego są chociażby proporcje zdjęcia, które dla 20 megapikseli wynoszą 4:3, a dla 10 jest to 16:9, czyli tyle, ile ma ekran urządzenia.

Co można powiedzieć o samych zdjęciach?

Dużo zależy od tego jakim światłem dysponujemy. W przypadku dobrze oświetlonych pomieszczeń czy też słonecznych dni zdjęcia wychodzą bardzo ładne, ostre. Dużym atutem aparatu są naturalne kolory. Podczas zabawy z Honorem 7 udało mi się zrobić kilka zdjęć, które naprawdę mi się podobają (i nie tylko mi! :D).

Gorzej jest, gdy robimy zdjęcie w nocy. Wtedy jeszcze więcej zależy od samego oświetlenia. Niech porównaniem będą dwa zdjęcia nocne, robione przy świetle lamp. Jedno na bardziej ruchliwej ulicy w Rzeszowie, z dużą ilością lamp, oraz drugie, w mniejszej miejscowości, na mało uczęszczanej drodze. Różnica jest niesamowita.

Sama aplikacja aparatu oferuje kilka ciekawych trybów, ale niektóre z nich wymagają naprawdę stabilnej ręki lub statywu – mowa tu o „malowaniu światłem”, które w nocy powinno dać możliwość zrobienia bardzo ładnych fotek, ale mnie się jakoś nie udało. Poza tym, mamy klasycznie HDR, panorama, ostrość na wszystko i tryb najlepszego zdjęcia.

Bateria

Mówiąc szczerze, akumulator o pojemności 3100 mAh w przypadku mojej przygody z Honor 7 wypadł po prostu w porządku. Bez większych zachwytów. Za każdym razem było to w granicach jednego lub półtorej dnia. Nie uważam przy tym, żebym jakoś mocno korzystał z telefonu. Wi-Fi, automatyczna regulacja podświetlenia, trochę telefonów, smsy, naprawdę nic specjalnego. Sytuację ratuje fakt, że smartfon ładuje się szybko, szczególnie do 90% pojemności baterii.

Benchmarki

Również Honor 7 musiał zostać poddany próbie w kilku popularnych benchmarkach z Google Play. Najlepszy wynik w AnTuTu pośród wszystkich przetestowanych przeze mnie urządzeń, ale z kolei w 3D Mark, w teście Ice Storm Unlimited wypadł słabiej niż LG G3 czy Xperia Z3, co nie znaczy, że prawie 12 tysięcy punktów to mało, wręcz przeciwnie!

Podsumowanie

Czy Honor 7 to prawdziwy flagowiec? Myślę, że tak, ale do prawdziwych mistrzów tego segmentu rynkowego jeszcze trochę mu brakuje. Owszem, nadrabia to ceną, która już na starcie jest nawet o 1000 złotych niższa, niż u konkurencji, a także świetnym wykonaniem. Jednak liderzy oferują większą stabilność, szybkość w każdych warunkach. Nie przypominam sobie, żeby Xperia Z3 czy któryś z Samsungów testowanych ostatnio przeze mnie miewał zjazdy wydajności w przeglądarce czy innych, niezbyt wymagających zadaniach. Tutaj czasem to występuje, ale na tyle polubiłem Honor 7, że mu to wybaczam.

Model wart uwagi i zainteresowania szczególnie tych, którzy lubią spróbować czegoś nowego 😉

You may also like...